Nieporadnie uciekam
Zanurzając się coraz głębiej
W swojej niedoskonałości.
Zbudowałem zamek,
Otoczony murem
I fosą upadków,
O grubych murach,
Zwodzonym, zawiedzionym mostem.
Mimo to, tak łatwo go zdobyć.
Zniszczony od środka,
Pusty, niewdzięczny samotnik,
Pustelnik, który wśród tak wielu Żyje,
przed wieloma ucieka,
tam gdzie „bezpiecznie”.
Gdzie nikt nie widzi, nie mówi, nie słyszy…
Nie oddycha…
...
Uwolnić się pragnę od słów rzuconych na wymięty papier.
Drżącymi dłońmi, które w uścisku skupić chcą całą winę i prosząc o przebaczenie
Łamią kości, wydłubują pijane oczy.
Niepowtarzalność słów wyuczonych na pamięć,
Znudzonych, wzgardzonych.
Tak bardzo pragnę nie pisać już nic,
Zostawić słowa w spokoju,
Myśli w głowie,
Ubrania w szafie…
Odpocząć od samego siebie,
Od pragnienia zmian, których tak trudno dokonać.
Zmęczony sobą, uciekam -
Pozostając w miejscu…