większość tych słów powstała kilka lat temu, kiedy to przeżywałem pewien pierwszy upadek. po czasie pojawiły się kolejne, zarówno słowa, jak i kolejne upadki. co jakiś czas wrzucam kolejne teksty, zarówno teksty zespołu jak i inne, różne, czasem ciężkie, czasem mniej.

słowa te pozwalają zrozumieć, zapomnieć, ale też pamiętać.
słowa mogą coś zmienić, ale też nie muszą zmienić niczego.

piątek, 11 kwietnia 2008

tak łatwo być ślepcem...

było tak blisko,
bliżej być nie mogło,
a jednak …odeszło…

czasem pragnę podążać za nim,
ale nie mam siły.
gdzieś dawno,
kilkadziesiąt milionów kroków temu
trzymałem je w ręku.
pozostały blizny,
obrazy zamazane,
zapachy utracone,
wspomnienia.
jak więzień,
jak szczur w klatce żyję,
z dnia na dzień,
z marzenia na marzenie,
z własnego wyboru.
uwikłany w niespełnienie,
i niezrozumienie.

kilkadziesiąt milionów kroków przede mną
rozpościera się kolejna szansa…
a za nią następna…
kilkadziesiąt milionów kroków przede mną
bliżej niż mi się zdaje
bardzo blisko,
we mnie
jest szczęście.
jak łatwo być ślepcem...

czwartek, 10 kwietnia 2008

wstępniak

większość tych wypocin, może poza tekstami, powstała ładnych kilka lat temu. są one efektem wielu doznań i przeżyć, kiedy to zamieszkiwałem samotnie pewną wieś, samotnie w sensie ducha jak i materii. to okres aniołów, ale także upadków, zbyt wielu, zbyt ważnych, a czasem zbyt błachych. po prostu, pewna historia, pewnego człowieka, pewnego zrozumienia i niezrozumienia.
to czas aniołów i motyli, czas zmian, ale też upartego dążenia do zrozumienia spraw, których zrozumieć się da, nie dało w tamtej chwili. to także okres reinkarnacji. pojawiał się kolejny anioł i kolejny anioł odchodził, a owa proza pozostawała i czasem zdarzało się napisać słów kilka, czasem ciężkich, czasem pełnych dystansu i zrozumienia, a właściwie akceptacji takiego, a nie innego stanu rzeczy.

słowa, które pozwalały zrozumieć, zapomnieć, ale też pamiętać.
słowa, które mogły coś zmienić, ale też nie musiały zmienić niczego.

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

chciałbym...list

Chciałbym...
Chciałbym cię porwać,
Rozkoszować się samotnością we dwoje.
Wtulać, pieścić zmysły.
Czuć szept, każdy oddech słyszeć.
Dotykać opuszkami palców spełnionych nadziei,
Zanurzać się, tonąć w tobie,
bez końca podróżować w kosmosie.
Rankiem widzieć jak otwierasz oczy,
W nocy razem zamykać je z tobą.
Wtapiać w ciało, łączyć się w przestworzach,
Pocić.
Czuć ciepło na karku, który łatwo skręcić.
Zanurzać się w szyi, móc pieścić twe uda.
Potem lekko wyżej, unieść się,
Wibrować,
zamknąć oczy, wyłączyć rozsądek.
umierać.

Ostatnim oddechem, pocałunkiem, dotykiem
Żegnać się ze światem,
By powrócić, narodzić na nowo,
Dostrzec piękno w sobie,
W ludziach, we wszechświecie.
Walczyć już nie walcząc,
Nie uciekać znajdując.
Patrzeć widzieć
Mówić i
Rozumieć.
Dom malować w kolorach
Twoich oczu, mych marzeń.
Kamienie zamiast kryształów układać na półkach.
Suche liście, gałęzie i kwiaty.
Obrazy na ścianie zawieszać, pragnienia.
Zapalać kadzidełko,
Tysiącem lampionów,
mały wszechświat rozświetlać zamknięty dla dwojga,
Otwierać dla przyjaciół drzwi już nie skrzypiące.
Pić herbatę,
Zbierać liście mięty.
Termos, szalik, ciepłe rękawiczki.
Na ponowną podróż wychodzić o świcie,
Wracać w nocy, być słodko zmęczonym.
Głaskać kota czarnego, burego.
Być samotnym,
w pięknie samotności móc zrozumieć siebie,
Potem móc powrócić.
Powiedzieć dwa słowa.
Być bezpiecznym, nieuzależnionym.
Móc być dumnym,
Czuć istotę bytu,
Zrozumieć człowieka drzemiącego w środku.
Akceptować, nie ranić, iść na kompromisy.
Nadal jednak nie wyrzekać się marzeń.

Wierzyć w cnoty człowiecze,
Które ten co na górze, spisał,
Dobrze pisał choć go sfałszowano,
A on milczy, tylko wyczekując.
Mieć za brata Buddę, Mahometa, Jezusa.
Ich zrozumieć, pogodzić ze sobą.
Nie rozróżniać już kolorów skóry,
Kobiet sypiających razem, mężczyzn.

Czuć się dobrze.

Z tobą móc przenosić góry,
pływać w morzach,
Podróżować po polach,
łąkach pełnych kwiatów.

Obserwować wschody i zachody, pełnie.
W milczeniu patrzeć na gwiaździste niebo,
Tak jak kiedyś.

Widzieć jak malujesz,
Obserwować twe ruchy.
Obrazy powstałe tam w środku.

Nie oceniać, czasem nie rozumieć.
Nie doszukiwać we wszystkim sensu, celu.
Pozostawić sobie odrobinę dystansu,
By móc kochać, móc wrócić...

Widzieć kolor twych oczu,
Na nich radość tak rozpromienioną.
Słyszeć twój śmiech, radość twą odczuwać.
Akceptować smutek się nie dopytując.
Móc ci pomóc czasem nic nie robiąc,
Robiąc wiele też pomagać tobie.

Pojąć całą twą istotę w sobie.
Dać nam szansę.

Wieczorem snuć plany,
zwiedzać bez biletu krainę swych marzeń.
Uwierzyć, że czas pozwoli spełnić
Te najgłębsze, czasem zapomniane.

Nie uciekać w rozpacz, smutek, przygnębienie,
Że tak długo nie ma ich w bujanym fotelu,
Znalezionym w nocy gdzieś na skraju miasta.
Wyplatać wiklinę, lepić garnki z gliny,
Malować witraże, nowy kolaż tworzyć.
Żyć, czuć pełnię życia.

Nie odchodzić, nie uciekać, nie poddawać.

Wciąż wierzyć i walczyć z pustką w naszych sercach.
Dzięki sobie, dla siebie móc poznawać życie.
Jego owoc jakże czasem gorzki w samotności.
Potrafić zrozumieć drugiego człowieka.
Z nim nie walczyć, nie walczyć ze sobą.

Chciałbym milczeć gdy będę potrafił,
Odejść gdy się już tego nauczę.
Teraz wybacz, jeszcze nie odejdę,
Bo wciąż jesteś, chyba będziesz zawsze.

Już nie żebrać.

Tylko czasem przekraczam granice
I naruszam to co być powinno.
Ale to tak silne w środku siedzi
I jest ciepło gdy ty jesteś obok,
I nieziemsko gdy nasz pocałunek
Nas wyłącza.
Zamykając oczy
Chcemy być zbyt blisko.

Tak jak dawniej,

Tylko strach w nas siedzi,
Przed kolejną porażką,
A może zwycięstwem.
W pętli uczuć, pragnień,
Zwątpienia, miłości,
Uciekamy od siebie będąc coraz bliżej.

Nie znajdując odpowiedzi,
Nie szukając wyjścia,
Być może znajdziemy gdy czas dobry nadejdzie.

Nic nie obiecując, nie żądając
oboje pragniemy bliskości.
Tęsknimy do siebie,
Do tych chwil gdy wtedy, byliśmy szczęśliwi,
I wolni, bezpieczni, w sobie zakochani.

Oddać się instynktom,
Swojej intuicji,
Naiwności nadziei
Bardzo silnej w środku.

Nic nie robić.

Kochać nie będąc ze sobą łatwo,
Trudniej jest być ze sobą i nie kochać.
A tego nie chcemy.

Znasz więc mnie,
Me tajemnice, ukryte pragnienia,
Me bolączki, frustracje, depresje,
Znasz mnie jak nikt inny,
Jesteś Przyjaciółką,
Którą kocham i tą przyjaźń niszczę.

Nie odchodzę, bo zbyt łatwo odejść,
Poddać się, i widzieć siebie upodlonym,
Zdradzonym, wciąż okłamywanym.
w głowie chaos myśli, marzeń,
Dziwny obraz, który jesteś w stanie obić w nowe ramy,
Możesz acz nie musisz,
Jeśli tego nie chcesz, nie czujesz potrzeby.
Może nie ten obraz,
To nie te kolory.
Tylko ty znasz odpowiedź na barwy w swym środku.
Ja nie czekam, nie odchodzę.
Bo gdy czas nadejdzie,
Wtedy powiem tak jak obiecałem.
Stracę wszystko, stracę bardzo wiele,
A te słowa nic nie będą znaczyć.
Chociaż będą, zawsze będą w środku
Te marzenia, które znasz tak dobrze,
jak mnie, ja sam tak siebie nie znam..

Ja ...przetrwam
I ty przetrwasz,
Zwyciężymy,
Razem,
Czy każdy z osobna,
Przyrzekliśmy
Nie uciekać od pragnień,
Tego co istotne,
Oboje,
Zasługujemy na miłość.
Jak dwa anioły, motyle,
dwoje ludzi,
robale...
na nic - teraz
jest wszystko

akt I

w zielonym, pustym pokoju
muchy obijają się o szyby,
komary gryzą,
pająki straszą...
to tak jak w mojej głowie:
coś gryzie, straszy, obija się o ściany.

na moim łóżku koc,
koc w gwiazdy i księżyce.
jak łatwo zamknąć wszechświat,
jak łatwo wtulić się w noc,
jasną, gwieździstą, samotną noc.

komputer, ten słucha moich myśli
i tylko czasem zakreśla te, które drażnią, ranią.
nie jest więc przyjacielem ten plastykowy pomagier.
nie umie słuchać, wciąż pyta.
a potem ni stąd ni zowąd zawiesza swoją działalność,
ma dosyć...ja go rozumiem.

zielony pokój,
żółta kuchnia,
niebieski korytarz...
brudne naczynia,
przypalony obiad,
zimna herbata...
myszy uciekły i nie dlatego że kot głodny,
on też uciekł.
Zastanawiam się:
co ja, co ja tu robię?

twój telefon –
ptak wewnątrz mnie śpiewa.
odłożona słuchawka – ptak odfrunął...przyleci?

czy wybrałem samotność?
nie, ona mnie wybrała
na swego apostoła,
jednego z dwunastu,
12 milionów.


kolejny wieczór spędzony w swoim towarzystwie,
kolejna filiżanka niedopitej herbaty.
i jeszcze deszcz,
deszcz wciąż pada,
a ja, ja za słońcem tęsknię.

dalej niekiedy wracają te cudowne chwile
i tak trudno wtedy wyrzucić je ze środka.
cholernie trudno nie wierzyć.
i tylko zimno za oknem i jabłko ostatnie wisi w nadziei,
chorobliwej tęsknocie, wisi pełne wiary,
być może miłości, być może też kłamstwa...
wisi jak ja.

dużo pytań w tym domu,
który na pustelnie zamieniłem.
śluby milczenia,
wzrok przebijający szyby,
wiatr, zimno,
6 stopni i dobrze.
już ciepło gdy one wracają...
wspomnienia.

dużo tego wszystkiego.
choinka na święta,
prezenty i radość dziecięca – niezapomniana.
podniecenie wtedy tak niezrozumiałe,
nienazwane, obecne w swej pełni.
i tylko marzenie:
być dzieckiem znowu móc mieć szansę,
jak prezent życie otworzyć powoli w napięciu oczekiwać i ... żyć...

jaupodlony unicestwiam rozum
w zaspokojeniu instynktu samobójcy.
tak łatwo, ohydnie prosto zniszczyć co ważne,
oddalić się i tylko leżeć,
nie myśleć,
zatracić bez końca w filozofii upadku...
zbytecznie przepraszać.

kłamstwo,
każdego dnia karmię się nim,
jak pasożyt.
nie mogąc zrozumieć gdzie jest koniec
bezwładnie podążam ku jego początkom...
w pogoni za ...w dążeniu do...

czuję w sobie, wokół...
to wielkie tam w środku:
śmierdzące, gnijące, zakrzepłe ja –
nic więcej.
pełnia żygowin,
chamstwa, agresji, upadku.
okruchy nadziei na jej koniec.

kruche ciało to ja,
jak chińska porcelana.
powłoka na wulkan niepewności,
strachu i nadziei.
futerał zniszczony, niedomknięty.
walizka podróżna która...
i tylko śmierć ukradkiem przemknie gdy czas nadejdzie.
i na nic to coś niezastąpione,
kochane i nienawidzone
na nic ciało, gdy duch zgaśnie,
kruchy, niepewny, niedomknięty, w podróży zamilknie.
na nic.

niby już spokój i akceptacja końca.
a to dziwne, tak bliskie dalej błądzi.
nie znajdzie wyjścia.
zawsze było, czy chciał czy nie,
zawsze nienazwane jak zwał to pies.
już nie szczeka, nie gryzie, nie na łańcuchu.
i rakarz też spokojny.
wie że je złapie,
a ono znowu ucieknie...tak w kółko.
a to dziwne, bliskie dalej błądzi...
czasem skomle.

byle jak,
byle gdzie,
nie wiadomo po co.
i tylko oczy czerwone,
ciało zmęczone
i smród.
byle jaki,
nie wiadomo dokąd
uciekam.


spokój?
To ta nadzieja, którą na moment udało się ugasić, ale ona wraca, tajemnicza, nieokiełznana matka.

pocałunek

byliśmy jak motyle,
piękne
subtelne
namiętnie proste...
w promieniach słońca
wznosił nas wiatr,
obok siebie...
przez kilka chwil
wrocław,
pieńsk,
drezno,
raj...

zielononiebieskie oczy
zamknęły przed sobą obraz
malowany przez dwojga,
łzy rozmazały barwy,
spojrzenie
jeden gest.
piwne oczy
zamknęły przed sobą obraz
malowany przez dwojga,
łzy rozmazały barwy,
spojrzenie
jeden gest.
zmęczone oczy zamknęły sen,
...obraz spokojny...

to czasem wyrywa się ze mnie
paniczna ucieczka-gonitwa za kimś
kto dzięki wolnej woli
dzięki mądrości
dzięki miłości odszedł...

podróż w nieznane,
niepoznane,
niepoznawalne.
podróż do wnętrza...
odkrywać
siebie,
zrozumieć
siebie,
pokochać siebie
choćby zaakceptować.


umierałem,
umierałem z rozkoszy,
wyłem,
wznosiłem się
jak anioł...
krzyczałem,
wołałem bogów,
dziwne-
wiara przychodzi
w miłości,
tylko w miłości
wierze...


tak jak widzisz...pisze
ponownie
powoli
powstają
nowe słowa
ulotne...

teraz deszczu strugi
miasto twoje
w podróży swojej odwiedziły,
otworzyłem okno,
wystawiłem kwiat
spojrzałem w dół
i
przed siebie...
wyszło słońce...


odczuwam jej obecność, zastanawiam się nad przepoczwarzeniem,
ponownym wzlotem ponad przeciętność,
skopane marzenia umarły,
powstały już nowe,
nie lepsze czy gorsze, inne – równie piękne...
i tylko czasem powraca obawa
przed kolejna porażką, kolejnym zwycięstwem.
reinkarnacja uczucia
nagroda w wytrwaniu.

jak długo tułaczka moja znajdzie ukojenie,
kiedy odpocznę,
przystanę w podróży...
pragnę móc się zatrzymać,
pokonać wiatr,
przebić wzrokiem słońce,
dotknąć uczuć,
móc chwycić w ramiona szczęście
już nie puścić,
choć wiem...
to niemożliwe...

dziwnie znów,
niepewnie,
niezdecydowanie...
zdawałoby się tyle różnic i ta...
niespokojna spójność,
pomoc wzajemna
i coś więcej,
bo dziś tęsknota-
pozbawiona strachu nieobawa o ciebie,
że odejdziesz
i może pukasz jak ja do wielu drzwi
ktoś uchyla je tylko w obawie przed włamaniem
i ponownym, psychicznym gwałtem.
jak łatwo znowu jest wierzyć,
jak trudno tej wierze
oswoić się z kolejną porażką...
a jednak coś tam się ruszyło
i dobrze jest
i ciepło
i ...nadzieja chyba już nie głupia wyrosła.

kobieta mądra i piękna
niemój dom odwiedziła.
i nie byłem sam,
moje problemy też same nie były
i jej także.
dom niemój schronieniem dla nich odległym,
sanatorium samotnych dwojga ludzi,
którzy...
no właśnie,
tak dobrze nam razem...
razem,
każdemu z osobna.


dobrze jest choć i teraz-
czasem myśli wracają odległe i...
piękno niestety przemija
a wraz z nim to coś
w co tak bardzo
i mocno wierzyłem...
czy nadal wierze?
czas, i ja pokażą...
obym tylko
tylko nie stracił w tym wzroku...
nadzieję straciłem,
a zapomnienie...?
pragnę tego co boli
pragnę też
jego śmierci,
i przebudzenia tego
co nie tak dawno umarło.
znów wieczór
nawpół samotny,
odległe i bliskie wspomnienia.
tak łatwo usidlić się w przeszłości,
tak łatwo marzyć
i tak cholernie, okrutnie, plugawie
jest docenić co teraz
bez względu na przyszłość,
oddać się rozkoszy ducha,
znów móc odpłynąć
szczęście – odwieczny narkotyk.


tak...
zdawałoby się,
że coś się skończyło,
a jednak to nie takie proste.
podróż dalej i dalsza
już nie w jedna stronę
nie samemu
choć też w samotności czasem...
znowu motyl
i sen upragniony
i marzenia przyblakłe znów się przebudziły...
znów odczuwam życie.

uciekałem przed tym,
przed ową świadomością,
która powoli a jednak z nienacka wdarła się do opuszczonego,
sponiewieranego środka,
tam rezygnacja,
pustka,
przygnębienie
pasjans układały, już prawie wychodził,
już się udawało gdy...!!!
no właśnie:
nowe rozdanie na stole, nowi zawodnicy,
kolejne wyzwanie.

to nie czas, to nie wiek, to nie my
to twór żyjący własnym życiem
bo nawet gdy my – nas nie będzie
ono pozostanie:
uczucie którego nie ma,
które jest,
które zawsze było.
czy sensem życia jest życie?
czy życie to kochanie?


...ona jest zamknięta,
zielononiebieskie oczy przeszywają rzeczywistość
w poszukiwaniu jakiegoś sensu...
upadek, ataki, strach, dominacja ucieczki...
nie musi mówić,
ja wiem, że mnie potrzebuje,
nie mniej niż ja jej,
nie mniej...
...
ona jest zamknięta,
zielononiebieskie oczy przeszywają rzeczywistość
w poszukiwaniu miłości,
bo jeśli cokolwiek ma sens na tym świecie,
to bez wątpienia jest to miłość,
ja wiem, że jej potrzebuję,
nie mniej niż ona mnie,
nie mniej...
...
ona jest zamknięta,
zielononiebieskie oczy przeszywają rzeczywistość...

...jest ja...

to dziwne a jednocześnie poddaje się mu.
tu czas czasem boli,
tu czas czasem kocha,
tam i tu
ty i ja
razem
i
każdy z osobna
snujemy bezustannie wspólne marzenia.
poddaję się im...
nie wiem –
czasem próbuję walczyć...
....z wiatrakami w swej głowie.

nawet jeśli ten koniec nadejdzie
może dziś może jutro może nigdy –
gdzieś zawsze.
teraz wiem i chcę
chcę wiedzieć że jesteś
że ja jestem –
jesteśmy.
choć przez chwilę
magiczną nieodmierzalną chwilę
znowu czuć
ponownie pokochać...

przegrywam z własną obietnicą,
planem, strategią działania,
zabezpieczeniem przed strachem końca tego co istotne.
przegrywam...chcę się ofiarować...

...wariuję...
ze szczęścia,
z rozpaczy,
z nicości, która unosi się czasem ponad moją głową -
już nie okrągłą bo poobijaną:
ze szczęścia, z rozpaczy, z miłości...
znów kocham –
...i czekam
...i pragnę
...wariuję...

dziś
ja-
ten,
którego
znałem
zadzwonił,
otworzył
drzwi,
spojrzał,
przeklął,
uśmiechną
ł się
i
wyszedł...
wyszedł
ze mną
na spacer ku słońcu-
memu przebudzeniu...
...w
jego
promieniach
zobaczyłem ...

mimo łez...
przestaliśmy się bać...
dzięki sobie... pokonaliśmy strach...
nauczyliśmy się kochać...

anioły motyle, upadek I


tej nocy przepraszałem.

tej nocy po raz ostatni
poczuliśmy
jak
bardzo
nam
siebie brakuje.
ten
smak,
ta wzniosłość,
ten upragniony spokój.
tej nocy wyzbyłem się złości
do tego
którym gardziłem.
Teraz odczuwam ulgę,
cholerną, pierdoloną ulgę.

boże, jeśli w piekle jest jak w mojej głowie...
boże ... jak jesteś okrutny...

niedawno
poczułem
nadzieję.
odwiedziła mnie,
głupia,
naiwna,
przeklęta...
a
ja -
ja jej drzwi otworzyłem.
z
uśmiechem
na twarzy,
radością
tam
gdzie wszystko się zaczyna...
a dzisiaj serca na obiad,
samotne, gorzkie i ludzkie.


ten stan nakręca,
tak łatwo jest się mu poddać,
zrezygnować z radości,
pogrążyć się bez końca.
upodlić radość,
zgwałcić miłość,
zadusić nadzieję...
...dziwna to kraina
pozbawiona słońca.





szukam ciszy,
a w głowie chaos
to
ten
dziwny spokój,
który
budzi mnie...
...
w
nocy
płaczę.


w mojej pustelni niepokój burzą motyle.
piękne mój dom obsiadły
w pokoju wędrują by cieszyć
oczy zapłakane,
wciąż wierne.
potem odchodzą
jak wody porodowe
i nic,
nikt
się
już
nie
narodzi
prócz
bólu
samego w sobie.

z ludźmi spotykam się
by upijać marzenia.
dlatego dłonie się trzęsą,
głowa boli i
kac morderca
dziwnie łagodny.
gałęzie dziwnie kruche,
żyletki dziwnie tępe,
i życie dziwnie nie-trwałe.
nawet "pie...olę" dziwnie.
...dziwne te słowa,
tak
niepotrzebne
płytkie myślenie.


zgubiłem w swojej głowie rozsądek.
próżny ze mnie gość,
naiwniak,
psychiczny dysydent,
marzyciel upadły,
zboczeniec psychiczny,
szczerbaty filozof,
zbytdobryczłowiek:
głuchy,
niemy,
oślepły,
kaleki,
wściekły.
tyle pozostało,
tyle odkryłem.
depresja, która przynosi rozwiązanie,
depresja będąca muzą chwil ostatnich.
na drugie giaur mi mów -
niewierny rozsądkowi.
złudzenia to moja brzytwa.
krew na stole,
pasek na klamce,
tabletki w szufladzie,
tylko dom zbyt niski by skoczyć - za krótko -
za mało czasu na wnioski.


umowa podpisana z samym sobą,
kontrakt na dobór odpowiednich uczuć,
jakże prosto, nieświadomie je złamać.
cudownie jest powrócić do piekła,
gdy niebo nie oferuje nic oprócz złudzeń
tam bóg jest samotny,
aniołowie upadli,
powietrze zbyt czyste,
i szczęście zbyt oczywiste.
Tutaj piekło, kraina dla ludzi.
jaczłowiek – janieanioł-japopełniambłąd-jabluźnierca.

starzec któremu bóg, mówią,
nawet całkiem ładnie,
coś nie za bardzo trzyma się scenariuszu wypadków.
moje życie,
zresztą jak każdego
dziwne się wydaje.
nie planowane miejsca,
ludzie i zdarzenia.
starość a może skleroza,
wypadek przy pracy?


dziwne są me myśli,
dziwne słowa...
wyprzedziły czas,
a mimo wszystko trudno mi je pokochać...
choćby zaakceptować...

dowód rzeczowy...
zwłoki nie ukryte - nieodnalezione.
zawiodłem?
pogotowie nie na sygnale odjechało,
policja – bez protokołu,
i ja bez sensu tkwię.
już spokój,
a mimo wszystko ogień w środku,
rozpacz,
złudzenie.

upadek

odwieczny krzyk wyrywający się z wewnątrz...
przeszywający mózg,
podrzynający żyły,
zaciskający pętle na zbyt kruchym karku...
niczym potępienie,
skazanie,
kaprys Jedynego.
...
nieustające pytanie:
- dlaczego...?
czasem są słowa,
kurwy
i
niekurwy.
czasem
pogarda,
żal,
rezygnacja,
złość,
pretensje,
niezrozumienie,
agresja
i
...spokój niespokojny.


sznurek,
pasek na klamce,
pobite szyby zbyt grube,
wanna za mała,
żyletki tępe,
auta jadące zbyt wolno...
pusta apteczka,
dom niski,
pociągi, które nie mogą się spóźniać.
wspomnienia dnia wczorajszego,
muzyka zbyt piękna,
życie tak ciekawe
i
teraz...

przyłapałem się na pragnieniu,
niepohamowanej,
naglącej potrzebie szczęścia.
znowu, ponownie tak bliskie mi cierpienie zaprasza do stołu,
gdzie samotność z masturbacją upijają rzeczywistość
w nadziei na lepsze jutro...
a jutro?



a jednak.
wciąż słaby marzyciel pijany,
nie mogący,
nie chcący zrozumieć
tego co się stało.
kurwy wokół
i
ja kurwa
marzeniom dupy daję,
za friko,
zbyt tanio?
krew,
nos,
ja,
ręka,
szpital,
upadek o wiele wcześniejszy
sam mówił
dość!!!
krew znów,
już nie z nosa...
żyły wzdłuż,
gardło w poprzek -
krzyż
jak chrystus...
tak łatwo być bogiem.

moje ręce się trzęsą,
drgają
bolą
bo pragnę dotknąć
ciała
zatopić się
w krainie
ekstazy...
duchowy onanizm
psychiczny
samotny orgazm...
...bezpieczny
psychopatyczny seks.


tak wiem, to niebezpieczne.
tym bardziej, że jest ona:
nachalna,
narzucająca się bez przerwy...
nieudana próba ucieczki.
i on brat jej bliźniaczy,
któremu tak łatwo się oddaję
by osiągnąć ten jeden cel-
zapomnienie.
on kac - ja jego przyjaciel.


łapię się ostatnio na pragnieniu ucieczki,
porażki,
bólu
odrzucenia.
tak
jakbym
mścić się chciał,
pokazać
że nie potrafię
bez niej...
...
ponowne,
szalone,
zdechłe
złudzenie.
kolejny akt:
nagi,
pozbawiony kolorów,
szary,
prawdziwy
akt.
odsłonięta kurtyna,
teatr wspomnień,
komedia
czy dramat?
po cóż nazywać tą sztukę,
która trwa nieprzerwanie
od grzechu stworzenia.
jesteśmy ludźmi,
a
on
na
swoje podobieństwo
chciał stworzyć równych sobie.
...naiwny to człowiek
zwący siebie bogiem:
nagi,
samotny,
znudzony,
nieszczęśliwy... cierpiący.

dr fleischman teksty piosenek

kilkadziesiąt milionów kroków
kilkadziesiąt milionów kroków przede mną
rozpościera się kolejna szansa…
a za nią następna…
kilkadziesiąt milionów kroków przede mną
bliżej niż mi się zdaje
bardzo blisko,
we mnie
jest szczęście.
jak łatwo być ślepcem...


odwieczny krzyk
odwieczny krzyk
wyrywający się z wewnątrz...
przeszywający mózg,
podrzynający żyły,
zaciskający pętle na zbyt kruchym karku...
niczym potępienie,
skazanie,
kaprys Jedynego.
...
nieustające pytanie:
- dlaczego...?





by

stworzylismy ból by nie zapomieć o życiu.
zbudowaliśmy kościoły by znaleźć przebaczenie.
powołalismy rządy gotowe zabijać,
pragnienia by dążyć do celów.
wymyśliliśmy idee by móc o nie walczyć.
narodziliśmy uczucia by odczuwać życie,
zbudowalismy postęp by uległ rozpadowi
i
stworzylismy sztukę by odnaleźć wolność,
zdeptaną przez rządy, kościoły, idee
tak piekną, bolesna i pełną nadzieji-
by zacząć to wszystko od nowa.

robale
dotykać dna
opuszkami palców,
całym sobą.
gardzić odbiciem w lustrze,
ciałem w wannie,
własnym głosem.
uciekać od spojrzeń innych,
tych, którzy silni trwają.
wiem, że gdzieś głęboko w środku
robale toczą swój los
i wieczne cierpienie
w poszukiwaniu sensu
być może zwycięstwa

krok po kroku
krok po kroku, do przodu
bez względu na wszystko podróż
nie czuję zmęczenia, wręcz przeciwnie
każdy krok mnie umacnia.
nie mogę zawrócić,
spojrzeć w tył,
przystanąć,
nie mogę nic -
podróż jest sednem,
bogowie nie czują zmęczenia.



zgnilizna i piękno

to co mnie otacza
to to, co jest we mnie,
jest w tobie
w każdym z nas...
zgnilizna i
piękno.

wolność
poczułem ją, po raz pierwszy po wielu latach,
zapomiana, wzgardzona, odrzucona,
ukryta w dawnym pragnieniu,
prawdziwa i jedyna.
jedyna przyjaźń, od której tak bardzo uciekam,
jedyna, za którą tęsknię.
wyjście z sytuacji, z której nie ma wyjścia,
jak drzwi otwarte tylko w jedną stronę.
zrozumienie sensu, bez bólu,
goryczy, odrzucenia,
prawdziwa i niepowtarzalna...
wolność
...już spokój....


odchodzimy
w pokłonie i szacunku,
w poszanowaniu,
w miłości,
ostatnim dotykiem,
ostatnim pocałunkiem,
spojrzeniem
...odchodzimy...



pragnienie przegniłe
gdy ręce się trzęsą,
oczy poszukują wyjścia,
myśli plugawie proszą o spełnienie,
gdy dotyk staje się utopią,
pragnieniem przegniłym...
wtedy śmierdzę,
cuchnę codziennością,
wtedy cierpię,
pachnę samotnością...

on bóg. ja człowiek [klon]
on na górze,
jak ja - frajer,
na ludziach się zawiódł.
oboje:
on - bóg,
ja - jego podobieństwo,
tacy sami - klon zajebiście udany.

zwycięstwo
mimo łez...
przestaliśmy się bać...
dzięki sobie... pokonaliśmy strach...
nauczyliśmy się kochać...

nie warto umierać za życia

pamiętaj gdyż ja zapomniałem
na przekór losowi, bogom i niebogom
naprzeciw przeznaczeniu.
nie warto odchodzić,
nie należy rezygnować,
nie można umierać za życia.
nie warto umierać za życia.



milczę
Gdy beznadzieja
przysłania słońce,
Zabija co istotne,
to co w środku...
Milczę zaciskając pięści
Milczę tłumiąc złość
gdy prawda kpi jak błazen
a marzeniom wbija się nóż w plecy
Milczę ... tuląc się w sobie
Milcząc - Przetrwam

twarz człowieka
przebija głowa scianę paskudne i sponiewierane JA
ziemia utracona, nieodnaleziona tylko i wyłacznie z mojej winy
i tylko czasem gdzies tam w srodku oczy me widza twarz człowieka
i tylko czasem choć przez moment czuję sie dumnym...warto


to cos
to cos - nieswiadomie przyjazni się ze mna,
bez oddechu, bez cienia jest w srodku.
matka głupców, która chociaż sie skurwiła
jest mi swięta,
swięta pozostanie...


...nie zrezygnuję
gdy obok pełna wiary
trzymasz mnie za rękę,
nie zrezygnuję gdy puścisz...


wielki dzień
to będzie wielki dzień, może piatek
radosć na ustach tych, którym oczy opuchły od łez
jak zgwałcony umysł.
i nawet on zrozumie, że już nie ma sensu...
to będzie wielki dzień moze piatek
ostatni raz, po raz ostatni
zabije człowiek


wielka ochota
czasem mam wielka ochote
czasem cholernie wielka
zrobić z tym wszystkim porzadek
nic prostszego:
zawiazac oczy, ustawic pod sciana
oddac strzal i cisza!
pewne rzeczy sa bardzo proste!
czasem mam wielka ochote
ale wiem, to nie jest najlepsze rozwiazanie...



odwieczny narkotyk
szukałem go, bez ustanku, nie poddawałem się,
uparcie szukałem, aż prawie oślepłem.
i pewnego dnia, gdy nie mogłem się podnieść zrozumiałem,
samo przyszło i samo odeszło
szczęście odwieczny narkotyk.



błazen

krzyczałem, lecz nie słyszałem jak ktoś obok krzyczał.
kłamałem, bo nie wiedziałem co stanowi prawdę.
opuszczony przez samego siebie,
na pastwę losu i nielosu.
błazen jest człowiekiem, człowiek bywa błaznem,
prawda bywa kłamstwem, muzyka hałasem.
wiem, to nie było łatwe -
odnaleźć coś, gdzieś, ktoś!!!
znowu krzyczał kłamał, został opuszczony jak coś, gdzieś jak ktoś...


zdolny do wszystkiego
co czułeś? gdy wbijałeś nóż w żywe ciało?
po raz pierwszy, drugi, ósmy.
co czułeś gdy twoje buty wymierzały - pseudo - sprawiedliwość?
co czułeś łamiąc kij na plecach, kolejnej ofiary?
co czułeś naciskając spust?
co wiedziałeś, co chciałeś wiedzieć?
tak!!!-człowiek zdolny jest do wszystkiego.